Attack on Titan: Part 1

Attack on Titan to jedna z tych rzeczy których popularność mnie kompletnie zaskakuje. Nie mam nic ani do mangi ani anime o walce ludzkości z tytanami. Po prostu nie potrafię powiedzieć dlaczego akurat ten tytuł stał się popularny. Może czegoś nie dostrzegam lub po prostu nie rozumiem jakiegoś ważnego elementu opowiadanej historii? Dlatego też postanowiłem sięgnąć po pełnometrażowy, japoński film Shingeki no Kyojin. Coś co miało przekonać mnie do jakości Attack on Titan sprawiło jednak, że musiałem dodać kolejną pozycję do mojej wielkiej księgi crapów.

Jakby ktoś nie wiedział to Attack on Titan opowiada historię o życiu młodych ludzi w pewnej apokaliptycznej dystopii. Około 100 lat przed rozpoczęciem akcji filmu na świecie pojawiły się gigantyczne humanoidalne potwory zwane tytanami. Bestie te zaatakowały ludzi i zjadły większość osób. Teraz niedobitki ludzkości mieszkają w jednym miejscu ogrodzonym systemem olbrzymich murów. Trzy mury otaczające ostatnią bazę ludzkości są jedyną ochroną przed wiecznie nienasyconymi potworami. Bohaterem filmu jest Eren – młody chłopak marzący o poznaniu świata poza skrawkiem ziemi na którym przyszło mu żyć. Kiedy poznajemy naszego bohatera jest on wraz z dwójką swoich przyjaciół Mikasą i Arminem. Młodzieńcy chcą opuścić bezpieczne ściany i wyruszyć w świat bo Eren uważa, że mityczne tytany tak naprawdę nie istnieją. Wszystko się jednak zmienia, gdy olbrzymi potwór bez problemu rozwala kawałek muru i toruję drogę dla kolejnych bestii. Dochodzi do masakry i ewakuacji niedobitków za drugą linią obrony jaką jest kolejny mur. Atak tytanów zmienia życie naszego bohatera i sprawia, że decyduje się on na przyłączenie do wojskowych sił zwalczających krwiożercze potwory. Reszta filmu opowiada o operacji odbicia utraconych terenów i naprawienia dziury w murze.

Jak już wspominałem Shingeki no Kyojin bazuję na mandze i serialu anime z którymi miałem kontakt. Zarys historii jest tutaj dość podobny i fabuła tego filmidła przekłada się mniej więcej na pierwszych siedem odcinków animowanej produkcji. Szybko jednak okazuje się, że filmidło tylko w ogólnym zarysie przypomina niezwykle popularny komiks. Jednak już mniej więcej w 3 minucie filmu przekonamy się, że coś jest nie tak. Postacie zachowują się nie tak jak powinny a ich otoczenie nie do końca zgadza się z tym znanym z oryginału. Po pierwsze akcja całości została przeniesiona z terenu Niemiec do Japonii co przekłada się na historię jednej z głównych postaci. Całość jest też osadzona w innym momencie historii niż w oryginale. Filmowy Attack on Titan prezentuje nam świat mniej więcej 100 lat od chwili obecnej podczas gdy anime serwowało nam coś bardziej w retro stylu, gdzie technologia była na zdecydowanie gorszym poziomie. Zmieniono też to w jaki sposób zachowują się poszczególne postacie i relacje pomiędzy nimi związek Erena z Mikasą to teraz swego rodzaju odwrócenie roli. Zazwyczaj uważam, że takie zmienianie elementów integralnych dla opowiadanej historii ma sens jedynie w sytuacji, gdy czemuś służy. Z początku wydawało mi się, że przeróbki w filmowej adaptacji Shingeki no Kyojin to nie tylko wynik lenistwa i restrykcji budżetowych ale próba zwrócenia uwagi na inne aspekty opowiadanej historii. Niestety byłem w olbrzymim błędzie i nieźle się na tym przejechałem.

Attack on Titan jest strasznym crapem i zawala praktycznie każdy swój element plus w ramach gratisu kompletnie marnuje potencjał interesującej historii o wojnie. To ostatnie to pewnie trochę moja wina bo nabrałem się na to, że poruszony zostanie temat tego co próba życia w społeczeństwie odgradzającym się od zagrożenia robi z człowiekiem. Albo chociaż jakiś motyw o mimowolnej dehumanizacji wynikającej z wojny lub całe gloria victis i branie udział w konflikcie, gdzie klęska jest zagwarantowana. Wszystko to przez jedną czy dwie linijki tekstu jakie usłyszałem podczas pierwszych 10 minut. Zamiast filmu z „rozkminami” mamy jednak ślamazarny szmelc z niezwykle głupim zakończeniem.

Zacznę może od tego co mi się w tej produkcji podobało. Scena pierwszej inwazji brzydali była zrobiona w całkiem niezły sposób. Kilka tytanów w tej sekwencji wygląda całkiem nieźle i mogą naprawdę wystraszyć widza o słabszych nerwach. Pozytywnie wypada także kilka elementów kreacji świata. Po pierwsze jest brudno i widać biedę ludzi żyjących w ścisku i z ograniczonymi racjami żywnościowymi. Efekt wizualny wspomagany jest także tym, że jedna z postaci pokazuje to jak żołnierze zostają omamieni obietnicami i w rezultacie tego skazują się na pewną śmierć. Do tych pozytywów trudno jest mi dodać cokolwiek więcej.

Niestety cała masa drobnych pozytywów nie zmieni tego, że scenariusz filmidła to jeden wielki szmelc i kupa napisana świecową kredką przez przedszkolaka. Jestem przyzwyczajony do tego, że japońska stylistyka kina bardzo często wiąże się z gryzącymi się elementami jak humorystyczna scenka w środku rzeźni albo kompletnie nie pasujące do reszty produkcji gagi. W Attack on Titan kwestia ta wypada bardzo słabo i zdaje się być wtłoczona na siłę co po prostu mnie drażniło. Byłbym w stanie przeżyć przerzucanie kilkumetrowych potworów przez ramię gdyby nie to, że całość jest taka słaba. Bohaterowie to po prostu kpina i nie poświęca się im nawet odrobin uwagi. Nie chodzi już nawet o to, że nie przypominają oni swoich pierwowzorów z mangi. Bardziej wkurzające jest to, że mamy zero przybliżenia nam pierwszoplanowych postaci i nakreślenia relacji pomiędzy nimi. Sprawia to, że losy kogokolwiek nie maja dla nas większego znaczenia a dramatyczne sceny nie są w stanie nas poruszyć. Scenariusz Shingeki no Kyojin to przykład koszmarnej adaptacji rujnującej materiał źródłowy na każdym poziomie. Obraz rozpaczy dopełniony zostaje przez kiepskie CGI i lipne sceny akcji.

Niestety japońskie filmidła nie mają budżetów takich jak produkcje DC czy Marvel. Zostajemy więc uraczeni wieloma rzeczami, które po prostu gryzą w oczy i wali od nich sztucznością. Nielogicznie zachowujące się postacie są czymś co mnie od zawsze wnerwia. Tutaj mamy tego całą masę i zostaje to jeszcze podane w chaotycznym sosie dziwnie zlepionych ze sobą scen. Film jest po prostu pustą wydmuszką, która ma powierzchownie przypominać Attack on Titan. Na serio całość sprowadza się do dwóch sekwencji akcji pomiędzy, którymi mamy minimalną ilość ekspozycji, kilka scen żywcem wyjętych z komiksu i głupie teksty. Na dodatek całość kończy się cliffhangerem w wariancie „przerwiemy akcję w środku i do zobaczenia za tydzień”.

Nie miałem zbyt wielkich oczekiwań co do tej produkcji. Niestety nie miało to zbyt wielkiego znaczenia bo całość jest po prostu zła. Z jednej strony aby zrozumieć cokolwiek się dzieje na ekranie potrzebujemy znajomości materiału źródłowego. Jednocześnie wymagane jest od nas odrzucenie większości rzeczy przedstawionych w komiksie i serialu anime. Takie trochę schizofreniczne podejście do oryginału musi denerwować fanów. Wiem to po sobie i sytuacji z adaptacją Silent Hill. Nienawidzę tamtego filmidła za to, co robi z opowiadaną historią i tym jak wyrywkowo korzysta z bazy jaką jest gra wideo. Attack on Titan powstało na dokładnie takiej samej zasadzie przez co jest to filmidło dla nikogo. Może jestem trochę zbyt ostry w krytyce tego crapu? Po prostu jestem podwójnie zawiedziony tym, że twórcy nie dość nie zdecydowali się pójść moją drogą to jeszcze olali wariant poprowadzenia historii wybrany przez autora mangi.

Jakimś cudem udało mi się przetrwać te 90 minut nerwicy jakim było oglądanie pierwszego filmu Attack on Titan. Niestety to nie koniec koszmaru bo czeka mnie jeszcze męka pozyskania i obejrzenia Shingeki no Kyojin Endo obu za wārudo aka drugiej połowy tej szmiry. Może po obejrzeniu całości moje spojrzenie na tą produkcję się zmieni?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *